Nie łatwo ująć słowami tego, co się w nas działo podczas pierwszych dwóch tygodni wakacji. To było tornado, huragan, trzęsienie ziemi, pustynna burza i pora deszczowa w jednym. Od radości po pierwotny smutek, od ciężkości po niezwykłą lekkość, od miłości do nienawiści, od bycia do niebycia. W rezultacie poznaliśmy siebie jakich nigdy nie znaliśmy, ale wiedzieliśmy przecież, że muszą być inni my… Ciemne namioty otwierały się z impetem i wpadła tam cała gama barw, letni deszcz, cudne klekotanie bocianów, radosne tańce, dostojni duchowni, piękne głosy obcych ludzi, szczere serca gotowe ukołysać i ukoić łzy. Wyruszyliśmy na obóz nieobecni, bez oczekiwań, zupełnie jak nie my…
Dostaliśmy wszystko to, co gotowi byliśmy przyjąć. Rozpoczęliśmy nową podróż, w którą zabraliśmy kilka osób poznanych w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii nr 1 w Łomiankach. Nie wiedzieliśmy, gdzie razem dojdziemy, ale cieszyliśmy się drogą, którą podążaliśmy. Mogliśmy być sobą, tańczyć między kroplami deszczu, czuć chłód poranka, skradać słońcu promienie, sycić się kolorami ognia, płakać jak nigdy dotąd, śmiać się, marzyć, czuć duszę i ciało. Dziś tęsknimy, bo po powrocie już jest inaczej, trudniej, trochę dalej. W naszych sercach pozostanie pamięć tego niesamowitego czasu, który wydarzył się o zwykłej porze, w zwykłej godzinie, ale z niezwykłymi ludźmi.
